Edyta Szarska
controller finansowy, doradca i konsultant controllingu, partner zarządzający w Controlling Partner

Kilka razy w moim zawodzie controllera przeżyłam pierwszy dzień w pracy. Czasem też miałam okazję przyglądać się innym, którzy właśnie zaczynali swoją pracę w dziale finansowym, ekonomicznym, departamencie controllingu czy strategii marketingowej i planowania. Każdy „Nowy” stara się zjednać sobie innych, pokazać się z dobrej strony, ze skrywanym lękiem, czy podoła, czy spełni oczekiwania. Wiadomo, że później wyrobiona opinia pomaga szybciej coś załatwić, kogoś przekonać do naszych wniosków, propozycji, komentarzy. Na początku jednak trzeba sobie wszystko wypracować od zera. Jedyne, co ze sobą wnosimy, to nasze CV, często widziane tylko przez pracowników kadr lub przez przełożonego. Współpracownicy albo nic o „Nowym” nie wiedzą, albo znają zasłyszane, przecedzone przez innych skrawki informacji z życiorysu czy rozmowy kwalifikacyjnej.

Szukając nowej pracy, chcemy się rozwijać, ale też chcemy czuć się komuś potrzebni, dla kogoś ważni. Chcemy pokazać, że stać nas na więcej, na to, czego nie docenili  poprzednicy.  Chcemy  wymazać  swoją  kartotekę niepowodzeń i od nowa, ze świeżą energią nieść siebie.
Być może mamy smykałkę do sprawnych tricków w Excelu.  Może  świetnie  czujemy  związki  przyczynowo-skutkowe między danymi, potrafimy je skorelować, szybko znaleźć  nieścisłości,  świetnie  skomentować.  A  może  mamy zdolność  skrupulatnego  wyłapywania  błędów  w  raportach  i  precyzyjnie  przygotowujemy  materiały  do  konsolidacji albo z wrodzoną łatwością nawiązujemy kontakty z  innymi,  z  biznesem.  Każdy  ma  taki  tajemniczy,  własny kufer talentów, skarbów, którymi chce się podzielić tego pierwszego dnia w nowej pracy w zamian za wyzwania, za akceptację i spełnienie.

Dla  pracodawcy  taka  świeżość  jest  bezcenna  –  tego dnia w struktury (często skostniałe) wchodzi ktoś, kto chce dać z siebie jak najwięcej. Ktoś, kto może zauważyć to, czego nie widzą osoby, które od lat wykonują swoje obowiązki w pewnym określonym, powtarzalnym schemacie. Nawet analizy na żądanie z czasem nabierają rutyny. „Nowy” nie ma interesu w tym, aby zniszczyć krytyką (może są wyjątki, ale na pewno nie jest to regułą). Przynajmniej nie tego pierwszego dnia. Zatem aż się prosi, by z tego potencjału chciał skorzystać ten, kto w controllingu jest najważniejszy – może kierownik, może dyrektor, może CFO. W praktyce jednak są to osoby zbyt zajęte, by ten jeden dzień poświęcić dla „Nowego”.

Pełna treść artykułu została opublikowana w numerze 3/2015 magazynu Controlling i Zarządzanie…

Zajrzyj również do naszego Archiwum. Znajdziesz w nim pełen spis treści trzeciego numeru czasopisma.