Bartosz Gayer
Dyrektor ds. Finansów i Controllingu w firmie PostMaster Sp . z o.o.

Witajcie, Drodzy Czytelnicy. Ci z Was, którzy są wierni tytułowi, pamiętają zapewne, że jakiś czas temu obiecałem Wam drugą część moich rozważań o rozwoju controllera (nr 6/2016 magazynu „Controlling i Zarządzanie”). Jestem niezmiernie ciekaw, co u Was, bo kilka moich ostatnich miesięcy było konfrontacją moich wniosków i przemyśleń z realiami rynkowymi. Mówiąc mniej górnolotnie – zmieniłem pracę. To zwykle zmiana pełna emocji, ale warto spojrzeć na nią chłodnym okiem i przyjrzeć się jej jak projektowi. Przy okazji też wpleść w to obserwacje i wnioski na temat siły własnej marki. Wróćmy zatem do przerwanych rozważań, które zakończyliśmy w momencie decydowania o własnym rozwoju.

Zmieniamy pracę

„Gdyby nic się nie zmieniało, na świecie nie byłoby motyli.”
Autor nieznany

Dogłębny audyt własnego potencjału i otoczenia czasem prowadzi nas do konkluzji, że najlepsze, co nas może spotkać, to zmiana pracy. Powodów jest wiele i wcale najważniejszym nie są pieniądze. Badania pokazują, że ludzie odchodzą najczęściej z powodu… swoich szefów (szefowie, bójcie się). Przyczyną jest niedostateczna komunikacja, brak zainteresowania rozwojem podwładnego, niedopasowanie zlecanych zadań do kompetencji, wreszcie niedostateczne wsparcie w codziennej pracy.

Każda zmiana czegoś nas uczy. Może to być kolejny krok w karierze, może to być usunięcie przeszkód na drodze do rozwoju, może to być zmiana podyktowana chęcią zbilansowania pracy i czasu prywatnego. Wróćmy zatem do rozważań o celu zawodowym i zastosujmy je do analizy naszego planowanego odejścia, zadając sobie pytanie: czy zbliży nas ono do celu? Jeśli tak, nie wahajmy się i zarządźmy opuszczeniem
strefy komfortu. Jeśli nie – oznacza to, że oferta, którą rozważamy, nie jest dla nas.

Cel jest zwykle pierwszym filtrem stosowanym w analizie potencjalnych ofert, na które aplikujemy czynnie lub gdy ktoś proponuje nam ciekawy projekt. Na pewnym etapie dochodzi do rozmowy z potencjalnym decydentem (przyszłym szefem, dyrektorem personalnym). Nie będę tu opowiadał o technikach autoprezentacji i cudownych sposobach na wygranie rozmowy kwalifikacyjnej. Chciałbym jedynie zaznaczyć, że oprócz wysiłku z naszej strony, by zaprezentować się dobrze, rozmowa kwalifikacyjna jest świetnym miejscem do zadawania pytań, które pomogą nam dobrze zrozumieć, czy idziemy w kierunku naszego celu. Idąc na rozmowę, przygotujcie sobie listę pytań, które zadacie. Zróbcie to z głową – dobierzcie szczegółowość pytań do pozycji i wiedzy osoby, z którą będziecie rozmawiać (z osobą niebędącą na poziomie zarządu raczej nie ma sensu rozmawiać o strategii). Nie zasypcie też rozmówcy potokiem pytań, bo rozmowa kwalifikacyjna zwykle nie przekracza 1,5 godziny, a przecież najpierw Wy musicie się zaprezentować. Pytania mają przy okazji ciekawą zaletę – umiejętnie zadane (zwłaszcza na początku rozmowy), ułatwiają autoprezentację, a dodatkowo budują nasz wizerunek osoby zainteresowanej i zaangażowanej.

Pełna treść artykułu została opublikowana w numerze 5/2017 magazynu Controlling i Zarządzanie…

Zajrzyj również do naszego Archiwum. Znajdziesz w nim pełen spis treści numeru 5/2017.