6 pytań do… Mai Włoszczowskiej, dwukrotnej medalistki olimpijskiej z Pekinu oraz z Rio de Janeiro, mistrzyni świata w kolarstwie górskim, a także współwłaścicielki przedsiębiorstwa odzieżowego Quest w Jeleniej Górze

1. Jak ważne jest planowanie w sporcie i w biznesie ? Czy są analogie w strategiach sportowych i biznesowych ? Co się bardziej sprawdza – częste reagowanie na zmiany
w otoczeniu czy konsekwentne 
realizowanie ustalonego planu?

Plan jest bardzo ważny. Brak planu to chaos i sprzeczne decyzje. W sporcie bardzo ważne jest zaplanowanie balansu pomiędzy treningiem a odpoczynkiem, określenie stopniowego zwiększania obciążeń. Rozpoczynając
od planu całego sezonu przechodzi się do planowania poszczególnych krótszych okresów czy obozów, a potem krótkich cykli treningowych. Zarówno w sporcie, jak i w biznesie najważniejszy jest dobry szkielet planu, ale nie uważam, by był sens planować wszystko z detalami na cały rok z góry. W każdej dziedzinie życia – i w sporcie,
i w biznesie – nagłe okoliczności tak wpływają na sytuację, że trzeba być przygotowanym na zmianę planu działania. Dobry plan daje poczucie bezpieczeństwa i motywuje do działania. Ale nie boję się zmian, jeśli sytuacja tego wymaga. W sporcie taka sytuacja ma miejsce, jeśli pojawią się np. kontuzje, przetrenowanie, zła pogoda, zmiana celów w trakcie sezonu w zależności od osiąganych wyników czy zmiana terminów imprez.

2. Kolarstwo górskie, to sport urazowy i ryzykowny. W prowadzonym przez Panią wspólnie z mamą biznesie odzieżowym również występują elementy ryzyka. Widać tu analogie? Da się zarządzać ryzykiem? Da się wyznaczyć granicę między ryzykiem mądrym i głupim i sprecyzować margines bezpieczeństwa?

Zarówno w życiu, jak i w sporcie czasem trzeba podejmować ryzyko. I bardzo często się to opłaca. W kolarstwie (po skałach!) jednak to nie karkołomne zjazdy są najbardziej ryzykowne, bo można je ograniczyć odpowiednim treningiem. Częściej przez ryzyko w sporcie rozumiem konieczność zmian w poszukiwaniu nowych pomysłów
i bodźców treningowych. Nie wiemy przecież, jak na nowy rodzaj treningu, miejsce, klimat, zareaguje nasz organizm. Takie właśnie ryzyko można porównać do ryzyka biznesowego (współpraca z nowym kontrahentem, nowe zlecenia, zmiana pracownika). Ryzykiem oczywiście da się zarządzać. Może nie w pełni, ale na miarę możliwości trzeba je minimalizować. Wymaga to pracy, wysiłku i czasu, ale dobre rozpoznanie
(rynku, kontrahenta, miejsca treningowego, metody szkoleniowej) nie tylko zabezpiecza przed fiaskiem, ale też eliminuje stres związany z ryzykiem. Dużą sztuką jest znajdowanie granicy między mądrym i głupim ryzykiem, dobre wyznaczanie marginesu bezpieczeństwa.

3. Czy z doświadczeniem i dojrzałością – zarówno w sporcie, jak i w biznesie – zmienia się podejście do ryzyka?

Dyscyplina, którą uprawiam, jest uważana za mocno ryzykowną, ale ja nie mam inklinacji do bezsensownego, niepotrzebnego ryzyka. Lata w sporcie nauczyły mnie, że jak najwięcej rzeczy trzeba przewidywać i mieć pod kontrolą. Potrzebna jest otwartość na nowe rozwiązania i spontaniczność,
ale z wiekiem przychodzi dobry wpływ zdrowego rozsądku.

4. Coraz bardziej widać upadek uczciwości i w sporcie, i w biznesie. Jakie są źródła tego zjawiska
i środki 
zaradcze?

To wielki problem – niszczący i demotywujący. Zwłaszcza jeśli w tle są duże pieniądze. Straszny wstrząs przeżyło właśnie kolarstwo, gdy największym oszustem świata okazał się… Armstrong. W biznesie plagą są nieuczciwe przetargi. Walka z tymi patologiami będzie długa i ciężka. W niektórych krajach chyba beznadziejna.
Ale w kolarstwie zawodowym metody kontrolne są już na bardzo dobrym poziomie.

5. Nie ma już wielkiego sportu na pół etatu, bez pieniędzy i sponsoringu. Czy w wymaganiach sponsorów widać zmiany wynikające z istnienia nowych mediów, np. ważniejsza jest naszywka na odzieży czy obecność w Internecie? Czy metody pozyskiwania funduszy na sport ulegają zmianom?

Z całą pewnością coraz większą siłą są media społecznościowe. Często sportowcy aktywni i rozpoznawalni w sieci mają lepsze kontrakty niż inni dużo lepsi, ale w tych mediach nieobecni. Sport to show i widowisko. Wielu sportowców zatrudnia osoby – nawet duże agencje – do pomocy w prowadzeniu takich serwisów. Najlepiej działa jednak osobisty przekaz, zatem oprócz treningu i rywalizacji równie ważne dla zawodowego sportowca jest prowadzenie mediów społecznościowych. Sponsorzy również częściej szukają i łatwiej znajdują „widocznych” sportowców. Logotypy na strojach ciągle jeszcze są w cenie, zwłaszcza gdy pojawiamy się w miejscach publicznych czy w mediach. Ale jeszcze ważniejsze jest budowanie bezpośrednich relacji ze sponsorami,
np. na eventach firmowych, spotkaniach motywacyjnych.

6. Kontuzje biznesowe i sportowe pobudzają czy raczej hamują kolejne działania?

Mnie najbardziej motywują sukcesy. Porażki są znacznie trudniejsze do udźwignięcia, ale mogą być decydującym impulsem. Po makabrycznej kontuzji podniosłam się i miałam najlepszy sezon w karierze. Ważne jednak, by po kontuzji lub porażce dać sobie trochę czasu na zebranie energii i nie wywierać na siebie presji. Cierpliwość
i spokój pomagają w osiąganiu sukcesów.

Rozmawiał:
Julian Obrocki
dziennikarz radiowy i telewizyjny, współpracownik redakcji miesięcznika „Auto motor i sport”,
zawodnik i sędzia sportów motorowych