Pięć pytań do… Grzegorza Szarka, przewodnika górskiego oraz organizatora turystyki górskiej

Grzegorza poznałem na szkoleniu dla instruktorów narciarskich, gdyż obaj – tu wyjaśnienie – paramy się „przy okazji” tym zawodem. Rozmowa odbywa się w okresie powolnego „odmrażania” gospodarki po pandemii koronawirusa. Grzegorz mieszka w Szczawnicy.

1. Grzegorzu, jak Twoim zdaniem koronawirus (oraz ograniczenia z nim związane) wpłynął na życie mieszkańców Szczawnicy? Mowa bowiem – o ile się nie mylę – o miejscowości w znacznej mierze żyjącej z aktywnej turystyki?

Cała sytuacja mocno odbiła się na tutejszym życiu. Już w marcu zamknięto działającą jeszcze kolej linową i wyciągi na Palenicy, po dokończeniu już rozpoczętego turnusu zniknęli także kuracjusze sanatoriów. Wielka atrakcja turystyczna Pienin, czyli Spływ Przełomem Dunajca, ruszyła dopiero z miesięcznym opóźnieniem, czyli 1 maja, a nie 1 kwietnia, i to z dużymi ograniczeniami, a mianowicie na jednej łodzi mogło znajdować się tylko 6 osób. Flisacy otrzymywali zatem za 1 kurs tylko połowę wynagrodzenia, przez co niektórzy nie zdecydowali się odwiesić działalności gospodarczej, gdyż trzeba 11 razy spłynąć, aby zarobić na sam ZUS.

2. Z poziomu miejscowości przejdźmy na bardziej osobiste kwestie. Czym konkretnie się zajmujesz i jak wirus (oraz ograniczenia z nim związane) wpłynął na to, czym się zajmujesz, i na Wasze dochody z tej działalności?

Razem z żoną jesteśmy przewodnikami oraz prowadzimy niewielkie biuro turystyczne Karpacka Dusza. Nasz spadek przychodów z tego tytułu nastąpił praktycznie z dnia na dzień. Dodam, że był to spadek do zera. Pierwsza wycieczka została odwołana 14 marca, miało to być wyjście na Babią Górę. Miałem też prowadzić inne wyjścia w Tatry, a także kilkudniowy kurs narciarski – wszystko jeszcze w marcu. Z „tarczy” otrzymaliśmy „postojowe” i mikropożyczkę 5 tys. zł. Na pewno taki zastrzyk był pomocny, ale nie zrekompensował strat poniesionych przez ten okres, zważywszy, że stanęły biura podróży, dla których pracowaliśmy jako przewodnicy, nie było wycieczek szkolnych, które obsługiwaliśmy cały maj i czerwiec. Zaplanowane wycieczki i imprezy firmowe, które organizowaliśmy, również zostały wstrzymane do odwołania.

3. Widzieliśmy wiele zamkniętych sklepów i restauracji mimo „odmrażania” gospodarki. Jak Twoim zdaniem kształtuje się najbliższa i nieco dalsza przyszłość takich aktywności jak Twoja?

Moim zdaniem ludzie obawiają się, że nie będą w stanie zarobić na koszty. Społeczeństwo zostało bardzo zastraszone i mówiąc wprost – wiele osób wciąż „siedzi w domu”. Oprócz branży turystycznej specjalizujemy się również w fotografii. Prowadzimy jako drugie pokolenie punkt fotograficzny w Krakowie na ul. Długiej 60 specjalizujący się w fotografii nagrobkowej i portretowej, co pomogło nam przetrwać zapaść w turystyce. Zdecydowaliśmy się otworzyć firmę tuż po Wielkanocy, mimo to przez pierwszy miesiąc nasza pracownica z trudem była w stanie utargować swoją wypłatę, o innych kosztach nie wspominając. Potem było nieco lepiej, powolne odmrażanie gospodarki przyniosło efekty. W turystyce jeszcze trzeba poczekać. Jeszcze w czerwcu liczyło się – jak to się mówi – choćby i 50 zł zysku, których w domu się nie wysiedzi. My postawiliśmy na wycieczki w niewielkich grupach. Może to jest jakiś pomysł na ten sezon. Od lipca ruszyły lokalne biura podróży w Szczawnicy, otwarto granicę ze Słowacją. To istotne, bo z racji naszego położenia geograficznego znaczna część wycieczek prowadzi właśnie tam. Widać jednak, że ruch na zorganizowanych wycieczkach jest znacznie mniejszy niż w poprzednich latach. Na pewno wpływ na to ma sytuacja finansowa naszych potencjalnych klientów. Jeśli ktoś stracił pracę, firmę, to raczej będzie myślał o bardziej przyziemnych sprawach niż podróże.

4. Przed pojawieniem się wirusa obserwowałem coraz większe zainteresowanie turystyką pieszą w górach i chyba już nieco słabnące narciarstwem, zwłaszcza tym obsługiwanym przez coraz droższe wyciągi i stacje narciarskie. Czy ten boom może wrócić? Czy klient nadal będzie taki sam? Czy może jednak turystyka Polaków w przyszłości ulegnie zmianie?

Po pierwsze, trzeba odbudować ufność ludzi w stosunku do siebie, bo ten brak zaufania ma chyba najbardziej destrukcyjny wpływ na każdą niemal dziedzinę gospodarki. Jestem optymistą – wierzę, że stanie się to już najbliższego lata. Faktycznie, ostatnie 2 lata to duży wzrost popularności wycieczek górskich, nie tylko turystyki indywidualnej, ale i poszukiwania tej zorganizowanej oferty. Co do narciarstwa, chyba tutaj jest taka zależność, że masowy ruch przenosi się do dużych stacji narciarskich, a małe – nieposiadające tak bogatej oferty zarówno na stokach, jak i poza nimi – wypadają z gry. Widać to na przykładzie Szczawnicy, gdzie od 15 lat nie było żadnych inwestycji narciarskich i nawet w środku ferii zimowych Szczawnica świeci pustkami. Krynica czy Białka nie mają takich problemów, tam ruch narciarski pojawia się wraz z pierwszym śniegiem. Każdy z nas, pracujących w turystyce, zadaje sobie pytanie o najbliższy sezon. Istnieje pewna szansa, że ludzie zdecydują się pozostać w kraju na wakacje i tutaj wydawać pieniądze [Komentarz M.S.: W momencie przeprowadzania wywiadu, mimo szumnych zapowiedzi, nadal nie wiadomo, co z „bonem turystycznym”]. Mogą zyskać np. małe gospodarstwa agroturystyczne albo przewodnicy obsługujący małe grupki rodzinne czy znajomych. To nie byłby zły kierunek rozwoju turystyki.

5. Znając Ciebie i Twoją żonę stwierdzam bez cienia wątpliwości, że jesteście wariatami zakręconymi na punkcie gór. Wasza wiedza jest dla mnie nie do pobicia. Stąd ostatnie już pytanie: Jaką wycieczkę spoza głównych szlaków dla przeciętnego ekonomisty – takiego biurkowca-komputerkowca, który ma dzień lub dwa na wypad w góry – byś polecił?

Beskid Niski jest zdecydowanie miejscem dla poszukiwaczy porozrzucanych w przestrzeni perełek. Może nie znajdziemy tu spektakularnych widoków jak w Tatrach czy wysokich partiach Bieszczadów, ale ślady kultury łemkowskiej, ogromne puste przestrzenie oraz brak tłumów turystów. Jako lokalny patriota szczawnicki polecam też wycieczki w Pasmo Radziejowej. Tak, Szczawnica to nie tylko zatłoczone szlaki Pienin i spływ Dunajcem, ale i przepiękne widokowo południowe stoki Beskidu Sądeckiego, gdzie turystów jest znacznie mniej.

Dziękuję za wywiad i do zobaczenia – oczywiście – w górach!

Rozmawiał:
Maciej Skudlik
ekspert w dziedzinie analiz ekonomicznych,
wycen przedsiębiorstw oraz standardów rachunkowości